Mam wrażenie, że ostatnio ciągle tylko marudzę i się nad sobą rozczulam. Brak słońca, kilka rozmów z pewną osobą, a do tego wyniki krwi i nadchodzący wielkimi krokami październik, wprawiły mnie w chandrę, jakiej dawno nie miałam.
Za kilkanaście dni miną dokładnie dwa lata odkąd się dowiedziałam, że mam niedoczynność tarczycy. Endokrynolog, profesjonalna pani profesor, stanowczo zbagatelizowała moją dolegliwość. Uznała, że norma przekroczona dwukrotnie to nie poważna sprawa, wcisnęła Euthyrox25 i kazała łykać po pół tabletki dziennie przez trzy miesiące. Kiedy następna wizyta? Nigdy. A niedoczynność subkliniczna, czyli bezobjawowa. Nie sprzeciwiłam się jej, bo byłam w tym wszystkim nowa.
Po okołu pół roku zrobiłam ponowne wyniki krwi. TSH podwyższone, znacznie. Mój internista, widząc moje wyniki, robiąc mi USG tarczycy, stwierdził, że sobie z nią poradzi sam. Jedyna zmiana taka, że miałam łykać Euthyrox25 po całej tabletce, cały czas. Kolejne wyniki krwi, TSH podwyższone. W marcu tego roku po raz pierwszy miałam TSH poniżej normy, jednak moja radość trwała tylko kolejne sześć miesięcy. Objawy mam książkowe i sama je u siebie zauważam; brak mi energii, chociaż zawzwyczaj unoszę się parę centymetrów nad ziemią. Jestem ciągle senna, brak mi koncentracji, chociaż i w tym jestem świetna. Do tego dochodzą problemy skórne, wypadanie włosów i, co moja kosmetyczka zauważyła, przerzedzanie się jednej z brwi. Do tego ciągle mi zimno, chociaż zwyczajnie marzłam rzadko. Nie wspomnę już o problemach z wagą.
Na moje oko, coś tu jest bardzo nie tak. Skoro norma TSH to do 4,0, a ja ciągle jestem na granicy 5-6 (zaczęłam się leczyć od 9,0) i według lekarzy to niewielkie podwyższenie, to dlaczego czuje się tak źle i nie mogą jej unormować? Za niedługo wybieram się do innego endokrynologa, ze strachem, że i ten mnie zbagatelizuje
Rozmawiając z moją przyjaciółką z dzieciństwa, aktualnie dość bliską, acz męczącą koleżanką, zdradziła ona swoje zdanie na temat związków z osobą chorą, na cokolwiek. Jej aktualny partner ma od niedawna lekkie nadciśnienie i w związku z tym przyjmuje leki. A ona zastanawia się czy z nim być, bo pamięta zdanie babci, że "chłop musi być zdrowy". Wstrząsnęło mną dogłębnie i nie mogę pojąć jak osoba, wykształcona, młoda, w XXI wieku może mieć tak średniowieczne poglądy. Co przekreślają choroby? Co zmieniają?
Mam niedoczynność tarczycy, astmę, alergię, nadciśnienie, wirusa HHV-1 i pewnie by się coś jeszcze znalazło. Czy wobec tego jestem gorszą partnerką i powinnam zostawić mojego chłopaka, aby ten, mógł znaleźć sobie zdrową kobietę?
Skoro zdaję sobie sprawę z groteski powyższego zdania i sytuacji także, dlaczego czuję się tak niewartościowa?
cześć, jestem tu pierwszy raz, ale widzę podobne odczucia do moich więc pozwolę sobie napisać kilka słów :) mam 20 lat, na niedoczynność+Hashimoto leczę się od +/- 5 lat. wszystkie te atrakcje (waga, włosy, chęć zakopania się w łóżku), które wymieniłaś też dobrze znam. Też tak czasami mam, że wszystko do dupy, że się skupić nie mogę ani nic. A tu popatrz - czytam, że jesteś polonistką, początkującą prawniczką i to zadziorną! ;) idzie jesień, zaraz pewnie będzie zimno i ciemno od 17, ale proszę się nie poddawać jesiennej depresji tylko ubrać cieplejszy sweter i uśmiech na twarz obowiązkowo! I powodzenia u nowego endo, napewno jakoś ci tę huśtawkę ureguluje. Trzymaj się ciepło i nie przejmuj tym zdaniem, ostatecznie kto dzisiaj nie nosi okularów, albo nie ma płaskostopia, albo uczulenia na czekoladę? ;) Żadna gorsza nie jesteś, a jeśli tak, to ja też... :*
OdpowiedzUsuńO, zapomniałam, okulary też noszę! Haha :) Dzięki za pozytywne, ciepłe słowa. :*
UsuńMożna Cię gdzieś znaleźć na blogu?
nie ma za co ;)
Usuńnie można, chociaż się od dłuższego czasu przymierzam do założenia ;)
Zdrowie jest ważne i czasmi go nie doceniamy... Ja np. wiem, że za mało o siebie dbam. Ale kazdy ma jakieś "defekty", nikt nie jest zdrowy jak ryba, a jak już, to tylko mały odsetek ludzi. To nie czyni Cie wcale gorsza. Bo przeciez nikt nie wiaze sie z Twoim zdrowiem, ale z Twoja osoba. Cala :)
OdpowiedzUsuńJuż Ci kiedyś pisałam, że teraz mam niedoczynność (z tym, że ja mam też Hashimoto):) Ale w życiu nie miałam tak wysokiego TSH co Ty. Najwyższe 5,2. Teraz ok.2,5-3,5. Leczę się od.. dwóch lat - i na ostatniej wizycie (4 września) dostałam nową dawkę - Euthyrox88 (cała tabletka).
OdpowiedzUsuńNa dodatek.. okazało się, że mój Mąż też jest chory.. niedoczynność :/
Także teraz.. nie jestem w tym sama ;)
Mam Męża pod ręką, no i Ciebie.. 'pod' klawiaturą ;)
Trzymaj się :-*
Poniekąd Ci zazdroszczę, że masz z kimś o tym porozmawiać, kogoś, kto rozumie. ;) U mnie tego brak, słyszę tylko "przecież tarczyca to nic poważnego"... Od początku masz Hashimoto? Czym to się właściwie różni? Jutro mam wizytę u endo, udało mi się, bo do jednej pani doktor się dziś zarejestrowałam, prywatnie, na 2 grudnia... Masakra. :)
UsuńŻyczę Wam obojgu zdrowia!
Nie zaluj kasy na siebie i idz do prywatnego, serio. Lekarzy publicznych pracujacych z powolania trafia sie 1 na 100, maks na 50. Wybulisz, ale bedziesz wiedziala, ze ktos sie Toba porzadnie zajal. Ja chodze do enel medu, jak mialam schizy, ze po lekach na depresje przytylam przez hormony (20kg w niecale pol roku) i poszlam sobie zrobic badania, to mi chciala zlecic stopniowo cala serie. Fakt, ze w koncu sprawe olalam, bo po prostu nie mialam sily wstac z lozka, a pierwsze badania mialam w normie, ale czulam, ze lekarz faktycznie sie przejal.
OdpowiedzUsuńA co do marudzenia - wczoraj powiedzialam kolezance w pracy, ze dla mnie chyba dzien bez narzekania to dzien stracony. ;) juz mam pierwszy powod - wyszlam z roboty o 22, a zaraz jade na 8. Toz to debilizm, nawet nie mialam 11h nieprzerwanego odpoczynku, plecy mnie bola tak, ze sie wyprostowac nie moge, ale musze jechac, no bo jakze by inaczej.
Właśnie chodzę tylko do prywatnych. :) ale chyba już w końcu trafiłam na właściwego, dzisiaj.
UsuńGdzie pracujesz, dziewczyno? :/
W sklepie. Akurat po prostu mialam spotkanie pracownicze i szkolenie, a nadgodziny moga naruszac dobe.
UsuńOby byl faktycznie tym wlasciwym. :)
Tych lekarzy to nie chce mi się aż komentować i chyba w tym momencie cieszę się, że nie choruje...
OdpowiedzUsuńA co do tych poglądów to jedyne co mogę powiedzieć to : haha!
co to za miłość skoro zdrowa osoba nie potrafi zaopiekować się chorą połówką? to naprawdę śmieszna teoria jest, że będąc chorą jesteś "bezwartościowa".
OdpowiedzUsuńnela.
To mnie teraz przestraszyłaś, zauważyłam u siebie ostatnio to wszystko o czym pisałaś w objawach, oprócz wagi.
OdpowiedzUsuńTa męcząca koleżanka jest dość dziwna, kocha się za to jakimi jesteśmy, a nie za to, że jesteśmy zdrowi.. w ogóle bezsensu. Nie rozumiem rozumowania niektórych ludzi.
OdpowiedzUsuńI mam nadzieję, że ten lekarz postara Ci się pomóc :)
weź przestań. tak się czujesz bo niektórzy ludzie to się tylko w dobijaniu innych specjalizują. z reguły są to ci sami, którzy mają nawięcej kompleksów, głupich mądrości w zanadrzu i ci z dostatkiem hipokryzji.
OdpowiedzUsuńmoj endokrynolog mowi, ze norma 4.0 to jest dla 40-letniego mezczyzny, ale jakas musieli przyjac, dlatego kazdy przypadek trzeba traktowac oddzielnie. ja dostawlalam juz leki majac 3,2 albo 2.3 (juz nie pamietam)
OdpowiedzUsuń