Z wiekiem definicja bezpieczeństwa się zmienia.
Pamiętasz jeszcze jak czułaś się bezpieczna tylko i wyłącznie w towarzystwie swojego taty?
Kiedy to on musiał kłaść się obok Ciebie w łóżku i czekać, aż zaśniesz? Tylko on mógł myć Twoje włosy, bo robił to delikatnie, spłukiwał z nich pianę za pomocą gąbki, powoli, dokładnie, a Tobie nic do oczu nie leciało. A pamiętasz jak odważnie weszłaś na sam czubek najwyższego drzewa rosnącego na podwórku i bałaś się z niego zejść? Tato Ci pomógł, w ogóle Cię nie karcąc. Bo i za co? Później Ci się odmieniło i to mama zajęła miejsce taty. To z nią chciałaś spać, a tatę wyganiałaś do swojego łóżka i patrzyłaś jak mu nogi zwisają na jakieś pół metra, bo Twoje łóżko było dla niego za małe. Tata mógł sobie wychodzić, a mama musiała siedzieć z Tobą.Rodzice byli ostoją bezpieczeństwa i spokoju. Babcia, prababcia, brat. Nawet pies. Wracając do domu z poobdzieranymi kolanami wiedziałaś, że to jest właśnie Twoje miejsce.
Później wszystko się zmieniło. Podrosłaś, pies umarł, prababcia umarła, tato weekendowy ze względu na pracę, choroba mamy, starszy brat kroczący swoją ścieżką.
Poznałaś Jego. Będąc nastolatką, spragnioną uczucia, czytającą serię "Nie dla mamy, nie dla taty, lecz dla każdej małolaty", w której to każda młoda dziewczyna miała swojego ukochanego. Też tak chciałaś, chociaż nic nie mówiłaś. Poznałaś Jego. Staliście się nierozłączni, wszędzie razem, zawsze razem. Spacery, wyjazdy, kłótnie, ogniska, rajdy. Kwintesencja młodej miłości.
Tak mijały lata. Ciągle wspólne. Pewnego dnia pomyślałaś, że to wszystko odbyło się za szybko, za wcześnie. Nie miałaś czasu na różne doświadczenia, nie poznałaś smaku szaleństwa, nie miałaś złamanego serca, On był i nadal jest pierwszy. Za wcześnie weszłaś w poważny związek. Nadal tak myślisz i to jest fakt. Prawda.
Ale kiedy wsłuchujesz się w nocy w Jego miarowy, głęboki oddech, kiedy widzisz unoszącą się klatkę piersiową, kiedy przytulasz się do ciepłych, nagich pleców, czujesz się bezpiecznie. I cokolwiek sobie nie myślisz, niczego nie żałujesz.
Jednak słysząc słowo "dom", widzę swoją rodzinę i miejsce, w którym się wychowałam, w którym jest mój pokój, moja kotka. Zastanawiam się czy kiedykolwiek się to zmieni.

To jest coś za coś. Generalnie ja mam tylko 19 lat, a jeszcze nigdy nie udało mi się emocjonalnie ustabilizować. I eksperymenty mnie mecza, i chciałabym je przerwać jakimś szczęśliwym wreszcie zakochaniem, a z drugiej strony stanowią pasmo ciekawych doświadczeń.
OdpowiedzUsuńCo do mojego pisania ;D odpisze u siebie :)
Już na wstępnie powiem,że z tatą aż takiego dobrego kontaktu nie miałam, bardziej babcia zapewniała mi to bezpieczeństwo..wiadomo z wiekiem wszystko się zmienia :) pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńPięknie to opisałaś.
OdpowiedzUsuńCo do związku - jestem w takiej samej sytuacji. Jesteśmy ze sobą od ośmiu lat, on jest pierwszy... Też często mam takie myśli, że wszystko potoczyło się zbyt szybko i mam wrażenie, że nie posmakowałam życia.
Ale podsumowując nie żałuję niczego. ;)
Czytając drugi akapit poczułam się tak jakbyś opowiadała moją historię. Też czasami mam takie myśli, ale to bardziej ze strachu, że mogę go stracić niż z tego że czegoś żałuje. Takie chwile jak piszesz są najpiękniejsze w całej definicji miłości.
OdpowiedzUsuńJednak jeśli chodzi o bezpieczeństwo w dzieciństwie nigdy nie dał mi go ojciec. Z nim było wręcz odwrotnie.
P.S. Uśmiechnęłam się na "Nie dla mamy, nie dla taty.." też czytałam te książki!
"Nie dla mamy, nie dla taty, lecz dla każdej małolaty" hehe, tez to czytałam! :D
OdpowiedzUsuńEj, co z tego, że tego nie przeżyłaś. Ja wiele przeżyłam i tego żałuję. Czasami wolałabym być na Twoim miejscu. Bez zbędnej przeszłości.
Ja nigdy nie czułam się bezpieczna, ani z ojcem, ani ze swoją pierwszą miłością. To odbiło poważne piętno na mojej psychice...
OdpowiedzUsuńTo ja mam chyba podobnie... Dobrze czuję się w każdym miejscu, ale jeśli chodzi o dom, to w głowie pojawia się tylko jeden obraz... I niech tak na razie zostanie ;)
OdpowiedzUsuńSzkoda, że nie u każdego jest tak.. cudownie.
OdpowiedzUsuńPewnie, że się zmieni, każdy przecież buduje swój własny dom. Nie będzie to z dnia na dzień, ale kiedyś znowu się nad tym zastanowisz i pomyślisz o mieszkaniu dzielonym z ukochanym.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ;)
Kiedy słyszę "dom".. myślę i widzę.. po pierwsze - Mama, Tata, Brat.. Mała Siostra < 3 po drugie - Babcia, Dziadek.. i omlety :)
OdpowiedzUsuńDopóki ten drugi dom istnieje w sensie wyobrażonym, nie dziwię się, że tego nie czujesz. Ale kiedy ten drugi dom już będzie... Wtedy myślenie się zmienia.
OdpowiedzUsuńA ja czuję się bezpiecznie w każdym miejscu w którym mam portfel, ale w domu nie.
OdpowiedzUsuńtrafne
UsuńNie czuje się bezpieczna... Zazdroszczę tego bezpiecznego domu.
OdpowiedzUsuń