119. Kiedyś było łatwiej

Nigdy nie byłam szczególnie religijna, nie myślałam o Bogu głębiej, nie przeżywałam aktów religijnych praktycznie w żaden sposób.
Chodziłam do Kościoła, bo chodziłam. Potem mi się znudziło.

Lata akademickie przyniosły ogromne zwątpienie, no bo jak to? W religii nic się nie trzyma kupy. Łatwiej mi było znaleźć argumenty na nie. Przestałam chodzić do Kościoła i nikt nie był mnie w stanie na to namówić.

Od jakiegoś czasu nazywam siebie "poszukującą". Nie wierzyć jest łatwo, wierzyć jest trudniej, ale ja lubię wyzwania, stąd moje poszukiwania, koniec końców bierne. Tylko w głowie. Bo modlić to ja się nie umiem.

Odkąd szukam, miejsce miały różne dziwne rzeczy, które nie mogłam wyjaśnić w racjonalny sposób, zwalając winę na przypadki. Jednak w zeszły wtorek, Jezus sam do mnie przyszedł. Byłam trochę przerażona, trochę zdziwiona, trochę dumna.
Jezus przyszedł do mnie w formie metrowej rzeźby, ukrzyżowany (bez krzyża), odlany z brązu. Jeździł ze mną cały dzień w pracy, gdyż docelowe miejsce Jego wędrówki było na samym końcu mojej trasy.
Takiej przesyłki nikt w terminalu nigdy nie miał, a ona trafiła właśnie w moje ręce.
Znak? Czy kolejny przypadek?
Pewna mądra pani profesor z którą miałam przyjemność mieć zajęcia, powiedziała, że Bóg objawia się w takich pozornych, błahych sytuacjach, które od początku do końca są beznadziejne, a potem staje się cud i sytuacja zamienia się w sensowną, ważną sprawę, która się nam udała. I ona, ta profesor, tak właśnie uwierzyła.
Uczepiłam się tej myśli.

Mimo tego nadal nie jestem w stanie usiedzieć w Kościele bez ironicznego uśmiechu, nie jestem w stanie zablokować obrazów sekty, które przychodzą mi do głowy.
Dlaczego łatwiej mi uwierzyć w duchy, potwory, diabła niż w Boga?
Dlaczego łatwiej mi uwierzyć w przeznaczenie, los, przypadki niż w Boga?
Dla mnie Bóg a Kościół to dwie różne sprawy i nie umiem ich połączyć.

Kościół to brednie. Kościół to zabobony. A Bóg...?
No właśnie. A Bóg?

4 komentarze:

  1. :)
    ja wierzę. Nie w kościół to na pewno - nie w gościa z brodą. Nie wiem nawet czy wierzę - że naprawdę kiedyś był. Wierzę w dobro i zło, tak naprawdę tylko to ma sens - nie modlitwa o lepsze zycie, ale bycie dobrym... o to chyba też w tym chodzi tak uogólniając..
    co z tego, że ktoś co tydzień siedzi w kościele jeśli nie jest dobry. Co.








    ps. czemu wszyscy przenoszą się na blogspot?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatni akapit dobrze oceniałby moja wiarę, bo Kościół to brednie i zabobony. A Bóg? Nie wiem czy wierzę, choć jestem pewna, że jest ktoś kto patrzy na nas z góry.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak jak Ty nie potrafię wysiedzieć w kościele, baa.. nawet nie potrafię skupić się na tym o czym mówi ksiądz. Kiedy jestem w kościele myślę o.. no.. właśnie.. o czymś o czym myśli się tylko tam. Wychodzę z kościoła i już nie umiem wrócić do myśli będących w głowie, w kościele.
    Dziwne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio, w sobotę, byłam w Kościele całe dwadzieścia minut. Do czasu, gdy usłyszałam, że "dziś jest ta noc, podczas której zabija się prawdziwego baranka, a jego krwią święci się mieszkania"...

      Usuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.