Wszystko robię szybko. Szybko jeżdżę, szybko chodzę, szybko mówię,
szybko jem, szybko się nudzę, szybko się niecierpliwie. Długo by tak
wymieniać. Wsiąkłam w nowoczesne życie, którego tak bardzo nie lubię.
Życie, w którym pośpiech jest panem a tykający, niczym bomba, zegarek
przypomina mi tyrana z biczem w ręku.
Chciałabym móc się zatrzymać. Móc powiedzieć: "dziś się nie spieszę. Nie obchodzi mnie która jest godzina."
Wiem jednak, że nie mogę tego zrobić, dlatego wzięłam się za naprawę
jednej możliwej rzeczy, mianowicie mojego odżywiania. Udałam się więc do
dietetyczki, która biorąc pod uwagę moje choroby (niedoczynność
tarczycy, astmę, nadciśnienie), brane leki jak również, co się okazało,
praktycznie brak metabolizmu, ułożyła mi jadłospis. Nie nazywam tego
dietą, bo mój mózg wariuje jak słyszy to słowo, dlatego nazywam (bo
zresztą tym jest) to zdrowym odżywianiem. Jem teraz śniadania, których
nigdy nie jadłam, drugie śniadania, obiady i kolacje, regularnie, nawet w
pracy, za kierownicą. To dopiero trzeci dzień, ale jest jak na razie
bezproblemowo. I zdrowo. 28 marca pierwsza kontrola u dietetyczki, a do
tej pory nie będę się ani ważyć ani mierzyć.
Odbiegając od tematu. Macie przed sobą kobietę, która oszukała
przeznaczenie dwukrotnie, w zeszłym tygodniu. Najpierw dzień po dniu
dręczyły mnie koszmary, takie prawdziwe, najprawdziwsze. W czasie
których się budziłam z przysłowiowym krzykiem i zlana potem. Codziennie
ktoś mnie zabijał, gonił, włamywał się do mojego domu etc. Nie wiem skąd
mi się to wzięło i co miało oznaczać. Może ostrzeżenie?
Jednego dnia, będąc w pracy, byłam u klientki z paczką. Otworzyła
szeroko drzwi i zaprosiła mnie do środka. Ja jednak zatrzymałam się na
dwie sekundy aby oczyścić buty z błota. W tym czasie w miejsce, w którym
miałam stać (dokładnie w drzwiach) z dachu zsunął się mokry, ciężki
śnieg i lód. Zdążyłam niekulturalnie krzyknąć ulubione polskie słowo i
dreszcz mi przeszedł po plecach.
Jako poszukująca... sama nie wiem... katoliczka? Ateistka? pierwszą moją myślą było, żeby pójść do Kościoła.
Druga sytuacja miała miejsce następnego dnia, dokładnie taka sama z tym
że nie zatrzymało mnie błoto na butach tylko miauczący kotek, który
zastąpił mi drogę.
Te dwie sytuacje w połączeniu z poprzedzającymi je snami, dały mi do
myślenia. Tylko, że sama nie wiem co mam na ten temat myśleć.
Aktualnie z Nim jest cudownie i sielsko. Bo kobieta zmienną jest.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz