117. Sprint

Wszystko robię szybko. Szybko jeżdżę, szybko chodzę, szybko mówię, szybko jem, szybko się nudzę, szybko się niecierpliwie. Długo by tak wymieniać. Wsiąkłam w nowoczesne życie, którego tak bardzo nie lubię. Życie, w którym pośpiech jest panem a tykający, niczym bomba, zegarek przypomina mi tyrana z biczem w ręku.
Chciałabym móc się zatrzymać. Móc powiedzieć: "dziś się nie spieszę. Nie obchodzi mnie która jest godzina."
Wiem jednak, że nie mogę tego zrobić, dlatego wzięłam się za naprawę jednej możliwej rzeczy, mianowicie mojego odżywiania. Udałam się więc do dietetyczki, która biorąc pod uwagę moje choroby (niedoczynność tarczycy, astmę, nadciśnienie), brane leki jak również, co się okazało, praktycznie brak metabolizmu, ułożyła mi jadłospis. Nie nazywam tego dietą, bo mój mózg wariuje jak słyszy to słowo, dlatego nazywam (bo zresztą tym jest) to zdrowym odżywianiem. Jem teraz śniadania, których nigdy nie jadłam, drugie śniadania, obiady i kolacje, regularnie, nawet w pracy, za kierownicą. To dopiero trzeci dzień, ale jest jak na razie bezproblemowo. I zdrowo. 28 marca pierwsza kontrola u dietetyczki, a do tej pory nie będę się ani ważyć ani mierzyć.

Odbiegając od tematu. Macie przed sobą kobietę, która oszukała przeznaczenie dwukrotnie, w zeszłym tygodniu. Najpierw dzień po dniu dręczyły mnie koszmary, takie prawdziwe, najprawdziwsze. W czasie których się budziłam z przysłowiowym krzykiem i zlana potem. Codziennie ktoś mnie zabijał, gonił, włamywał się do mojego domu etc. Nie wiem skąd mi się to wzięło i co miało oznaczać. Może ostrzeżenie?
Jednego dnia, będąc w pracy, byłam u klientki z paczką. Otworzyła szeroko drzwi i zaprosiła mnie do środka. Ja jednak zatrzymałam się na dwie sekundy aby oczyścić buty z błota. W tym czasie w miejsce, w którym miałam stać (dokładnie w drzwiach) z dachu zsunął się mokry, ciężki śnieg i lód. Zdążyłam niekulturalnie krzyknąć ulubione polskie słowo i dreszcz mi przeszedł po plecach.
Jako poszukująca... sama nie wiem... katoliczka? Ateistka? pierwszą moją myślą było, żeby pójść do Kościoła.
Druga sytuacja miała miejsce następnego dnia, dokładnie taka sama z tym że nie zatrzymało mnie błoto na butach tylko miauczący kotek, który zastąpił mi drogę.
Te dwie sytuacje w połączeniu z poprzedzającymi je snami, dały mi do myślenia. Tylko, że sama nie wiem co mam na ten temat myśleć.

Aktualnie z Nim jest cudownie i sielsko. Bo kobieta zmienną jest.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.