Kiedy już zaczynam być gotowa na poważne deklaracje, kiedy już myślę, że
założenie rodziny to fajna rzecz, kiedy już myślę, że MÓJ facet to TEN
facet, coś mi staje na przeszkodzie.
"Anioł i Diabeł na mym ramieniu (...)".
Ten drugi jegomość zaczyna sączyć swoje przekleństwa. Nie zostawia
suchej nitki na moim wybranku. Wytyka wszystkie wady. Jak na dłoni
pokazuje różnice. Chciałam mężczyznę rodzinnego, mam nierodzinnego.
Chciałam mężczyznę czytającego, mam nieczytającego (okej, początkującego
na moją wyraźną, niedelikatną sugestię). Chciałam mężczyznę z pasjami,
mam bez pasji. Chciałam mężczyznę z grupą przyjaciół, mam bez. Chciałam
mężczyznę melomana, nie mam takowego.
Nie wiem czego chcę.
I niestety, kiedy patrzę w lustro, okazuje się, że to ja jestem tym diabłem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz