Życie to ciągłe czekanie.
Czekamy na dziecko, na śniadanie, na powrót mamy ze sklepu z "prezentem", na powrót taty z pracy.
Czekamy na film w telewizji, na premierę książki, na wakacje, na wynik egzaminu.
Czekamy na spotkanie, na miłość, na święta, na cud, na śmierć.
Niewiele jest rzeczy, na które nie czekamy. Nawet na te, po które
pozornie sięgnęliśmy od razu, gdy zechcieliśmy, musieliśmy czekać.
Życie to nieustające, wieczne czekanie.
I ja czekam. Czekam, aż chleb się upiecze, mój pierwszy, własny. Czekam
na masaż, bo obolałe mięśnie po ciężkiej tygodniowej pracy dają mi się
we znaki. Czekam na wieczorne kino.
Ale tak głęboko, w środku, nie mam pojęcia na co tak ciągle,
niecierpliwie czekam. Drażniące uczucie wgryza mi się od wewnątrz, a ja
nie potrafię go nazwać. A wróg, którego nie potrafisz nazwać, jest po
stokroć bardziej niebezpieczny niż ten nazwany.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz