Nie jestem sobą. Jestem jednym wielkim kłębkiem nerwów, słoną fontanną,
ukaraną, rozchwianą emocjonalnie histeryczką. Jeśli zdołam usnąć, męczą
mnie senne koszmary. Nie mogę ze sobą wytrzymać. Jestem niezrozumiana,
samotna w swoim problemie. Nie czerpię przyjemności z przyjemnych dotąd
rzeczy, czynności. Jestem chmurą gradową. Wybucham ciągle i o byle co.
Prawie codziennie piję krople żołądkowe, a to i tak nie powstrzymuje
odruchów wymiotnych, które pojawiają się ni z tego ni z owego. Nawet
teraz litery zlewają się w bezkształtną plamę a oczy pieką i nie mogą
wyschnąć. O ile w dzień sobie jakoś radzę, tak wieczory są katorgą.
Depresja?
A miałam się za racjonalną, pewną siebie i swoich decyzji, wiedzącą czego chce, kobietą.
Za to jestem zasmarkaną, zapłakaną, niepewną, rozpieszczoną, tchórzliwą, małą gówniarą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz