Moja mama jest cudowną kobietą. Jest mądra, przebojowa, zabawna i ciągle
młoda. Każdy ją uwielbia - i młodzi i starzy. Od dwudziestu siedmiu lat
żyje z jednym mężczyzną i wychowała dwoje dzieci. Często miała w życiu
pod górkę, ale dzięki swojej zaradności wychodziła z każdych kłopotów.
Jest opiekuńcza i kochająca. Dla rodziny jest w stanie zrobić wszystko,
uwielbiamy wspólnie spędzać czas.
Moja mama jest wspaniała.
Z drugiej strony, moja mama nie nauczyła mnie jak mówić kocham, jak
przytulać. Nie rozmawiała ze mną na temat chłopaków, miesiączki, ciąży -
wszystkiego musiałam dowiedzieć się sama. Nie zabrała mnie do
ginekologa wtedy, gdy dojrzałam, nie rejestrowała mnie do dentysty.
Olewała szkolne wywiadówki, nie zapisała mnie na żadne kółko
zainteresowań, nie pilnowała rozwijania moich pasji. Nie miała oporów
przed chodzeniem zupełnie nago przede mną i moim bratem czy przed
wchodzeniem do łazienki, kiedy ja z niej korzystałam. Nie rozumie
dlaczego wstydzę się rozbierać kiedy ona jest w pokoju i dlaczego się
denerwuję, gdy nie zwraca uwagi na zamknięte drzwi do mojego pokoju i
bez pukania do niego wchodzi. Moja mama zawstydza mnie do dziś. Nie
respektuje mojej osobistej prywatności, chociaż nigdy nie grzebała mi po
kieszeniach, szafkach, ani nie czytała korespondencji. Nie zważa na
moją cielesną prywatność.
Kiedy leży w majtkach i koszulce nocnej na łóżku, a mój chłopak ma do
mnie przyjść, nie widzi powodu dla którego miała by się ubierać i
irytuje ją, kiedy każe jej to zrobić. Tak, mamy pokój przejściowy.
Moja mama uważa, że ma prawo mnie wyzywać i mówić o mnie co chce. W
jednej chwili jest dumna, że studiowałam i studiuję, a w drugiej
krzyczy, że pozjadałam wszystkie rozumy i jestem "najmądrzejsza".
Żyje ponad stan, mimo że tato sobie żyły wypruwa i jest w domu głównie
na weekendy. Im więcej tato zarabia, tym większe mają długi, bo moja
mama lubi otaczać się modnymi ubraniami, butami i kosmetykami.
Uzależniła mnie od siebie w moich nastoletnich latach i kiedy ja
potrzebowałam przyjaciółek, ona robiła wszystko, żeby zatrzymać mnie w
domu. Jej "chcesz wyjść, a ja sama zostanę?" do dziś
dzwoni mi w uszach. Jej nerwica sprawiła, że musiałam szybciej dorosnąć.
Zafundowała mi nieodwracalną traumę, przez którą z wielu rzeczy
musiałam zrezygnować. Bo mi sumienie nie pozwalało się wyprowadzić
wcześniej i ją zostawić, pojechać na zagraniczną wycieczkę bez niej,
pojechać gdziekolwiek w nowe miejsce bez niej.
Dziękuję Ci mamo. Ułatwiasz mi sierpniową wyprowadzkę. Kiedy sobie to
wszystko uświadomiłam, nie będzie ona tak traumatyczna. Wręcz
przeciwnie. Stanie się wolnością. Tylko dlaczego do tego pieprzonego
sierpnia jest tak daleko?!
Jesteś najwspanialszą mamą na świecie - tak czy siak. Szczerze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz