Ta niedziela, niedziela dwudziestego piątego marca, może dużo zmienić. Ba, może zmienić wszystko w moim i Jego życiu!
Idziemy oglądać mieszkanie. W bajecznym, wyśnionym miejscu. Trzy
kilometry od centrum, pod samym lasem, na szczycie osiedla, z którego
widać całe miasto i czubki wysokich drzew. Jest tam też ogródek z
altanką, cisza, spokój i ogromna bliskość natury. Brzmi i wygląda
pięknie.
Staram się trzymać rozmyślania na wodzy i nie cieszyć na zaś, jak to
zawsze robię. Nie chcę się rozczarować, więc na razie poświęcam jedną,
góra trzy myśli dziennie na to, jakby było wspaniale, gdyby się udało.
Trzymajcie kciuki.
Abstrahując od tematu, paraliżuje mnie fakt, że pierwszy raz od dawna
jestem pod finansową kreską. Potrzebuję tylko dziesięciu dni pracy, żeby
wszystko uregulować (właściwie to już dziewięciu), ale jak na złość
pracuję w kratkę. Jeszcze niedawno budziłam się z myślą o wolnym dniu,
lecz aktualnie zaciskam kciuki i powtarzam niczym mantrę: żebym miała paczki, żebym miała paczki...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz