95. Mała dorosła

Kiedy zostałam rzucona na pożarcie obcych, a było to tydzień temu, miałam na głowie ośle uszy, a na piersi kartkę z której krzyczał napis: INNA! NIESWOJA!
Nie miałam praktycznie żadnej wiedzy o podstawach bycia pieszo i samodzielnie w dużym mieście. Nie wiedziałam jak czytać rozkład jazdy MPK, jak kupować bilety w tramwaju, na który przystanek się udać. Nie wiedziałam kiedy wcisnąć guzik otwierający drzwi ("Jak wcisnę przed przystankiem, to czy aby tramwaj się nagle nie zatrzyma? Mam wcisnąć jak się zatrzyma czy jak będzie dojeżdżał do wyznaczonego miejsca? Może w ogóle nie przyciskać a one i tak się otworzą?) i nie byłam pewna czy w ogóle dojadę do upragnionego miejsca. Co z tego, że damski głos czyta z głośników po kolei nazwy przystanków a i na wyświetlaczu leci ta sama informacja. Ja myślałam tylko o jednym: co zrobię jak ten cholerny tramwaj nie zatrzyma się tam gdzie chcę?
Znam Wrocław. Z perspektywy pasażera i kierowcy samochodu. W trybie pieszym zawsze miałam trzymającą mnie kurczowo męską, dużą dłoń mojego mężczyzny, który mnie prowadził niczym dziecko we mgle. Teraz jej nie było, więc mogłam tylko łkać cichutko w środku.
Tak minął piątek, sobota i niedziela. I chociaż przez te trzy dni ogarnęłam podstawy podstaw, czuję się tam nieswojo, obco i czasami niebezpiecznie.
Ale co tu się dziwić - jestem małomiejską dziewką, która wielbi lokalne góry, lasy, ciszę i spokój na ulicach po godzinie osiemnastej, nie drapacze chmur, tłumy, hałas i równy teren gdzie okiem nie sięgnąć.
Duże miasta owszem, ale tylko turystycznie.

Z tego wszystkiego zapomniałabym dodać: biblioterapia jest mega zajebista.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.