Jestem po dwóch badaniach krwi i USG tarczycy. Pierwsze pobieranie krwi
było ogólne, drugie kierunkowe. Wyniki pierwszego wskazały na
niedoczynność tarczycy i zapalenie tejże. Drugie z kolei, w duecie z
USG, wykazały, że z moją tarczycą jest raczej na pewno wszystko w
porządku, a problem leży gdzie indziej. No właśnie - tylko gdzie...?
Podejrzenia
są, że nie tak pracuje moja przysadka mózgowa, a żadna choroba z
"mózgiem" w nazwie nie napawa mnie optymizmem. Z wypowiedzi lekarza
zdołałam zrozumieć, że:
- zarówno przysadka mózgowa jak i tarczyca produkują hormony,
- tarczyca ma za zadanie blokować nadmiar hormonów wyprodukowanych przez przysadkę mózgową,
-
moja tarczyca pomimo że funkcjonuje prawidłowo, nie hamuje nadmiaru
hormonów wyprodukowanych przez przysadkę mózgową, tak więc mam
teoretycznie nadmiar hormonów w organizmie.
Jestem jeszcze przed
wizytą u endokrynologa, więc niewiele z tego rozumiem. Jeśli mam być
szczera, to NIC z tego nie rozumiem. Wiem jedno: może być bardzo źle
albo przeciwnie - problem jest błahy/źle zrobili wyniki w
laboratorium/taki mój urok, że moje OB krwi sięga 80 czegoś tam, kiedy
norma to <12. OB z kolei wskazuje na stan zapalny. Moje OB wskazuje
na mega stan zapalny - tylko czego? Tej cholernej przysadki mózgowej? A
może czegoś z kręgu ginekologicznego, bo i tak może być?
Jeśli to coś w głowie, to przynajmniej wyjaśnią się moje nagłe i intensywne bóle migrenowe, światłowstręt i rzadkie zawroty.
Nie
panikuję, nie jestem zadowolona, czuję się wyprana z uczuć. Nie
ukrywam, że cała ta sprawa nieco mnie przeraża, ale staram się nie
martwić na zapas. Czuję, że będzie dobrze, ale w głowie mam milion
scenariuszy, czarnych i złych. Staram się przygotować na wszystko, co
złe. Bo na dobre nie muszę się przygotowywać - już jestem gotowa. To o
złym gdybam. Zastanawiam się, co jeśli to, siamto i tamto ku
niezadowoleniu mojego faceta, który uważa, że nie przyjmuję do swojej
wiadomości, że może mi nie być nic. Kiedy ja, a jakże, przyjmuję! Ale
nie mam możliwości gdybania o tym, co zrobię jeśli będę zdrowa, bo to
logiczne co zrobię.
Aktualny bilans:
jestem
pusta w środku, czuję się źle, mój chłopak nie rozumie, że potrzebuję
się po prostu wygadać i wyrzucić z siebie czarne myśli, twierdząc, że
wywołam wilka z lasu i że nie biorę pod uwagi, że być może jestem zdrów
jak ryba, co z kolei poskutkowało pożegnaniem się w nerwowej atmosferze,
moim poczuciu samotności i wyrzutami sumienia, też moimi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz