83. Tańcowała igłą z żyłą

Znasz to uczucie, gdy ostro zakończona igła przebija się przez Twoją skórę, dociera do żyły i rozpoczyna swoje pasożytnictwo - niczym kleszcz tudzież komar wysysa krew najpierw do swojego odwłoku, a finalnie do szklanych próbek?
Jestem w tym wszystkim nowa, całe dwadzieścia dwa lata z haczykiem udawało mi się uniknąć tej sytuacji. Czynności, która mnie paraliżowała. Wystarczy, że udasz trzymanie strzykawki w dłoni albo uszczypniesz mnie w miejscu pobierania krwi, a mnie już bolą żyły. Autentycznie, odczuwam fizyczny ból gdy tylko pomyślę o kłuciu. Albo zwyczajnie psychika mnie boli. Wolę tatuowanie niż pobieranie krwi...
Tak czy siak, trzy fiolki z moją drogocenną, góralską krwią pojechały do laboratorium, a w zamian jutro podeślą zwitek papierków, które orzekną moją chorobę czy też podkreślą zdrowie.
Mam pewne obawy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.