Zaczynasz sobie zdawać sprawę, że żyjesz na poważnie, kiedy jakieś
paskudne przeziębienie podpisuje pakt o nieagresji (identyczny do
Ribbentrop- Mołotow) z bolesną miesiączką i atakuje Cię jednocześnie.
Jesteś zaskoczona i dajesz się rozłożyć na łopatki. Marzysz o łóżku,
aspirynie i no-spie. Planujesz cały dzień przeleżeć, wygrzewać się,
czytać i pić herbatę. Oglądać bardziej i mniej ambitne filmy, wpatrywać
się w ociekające deszczem szyby i wyobrażać sobie, że On jest obok,
głaszcze Cię, przytula i poświęca swój cenny czas na granie z Tobą w
Triviala tudzież inne Bet your brain.
Wszystkie jednak marzenia
pryskają, niczym bańka mydlana, kiedy musisz zwlec się z łóżka i pójść
do pracy. Marzenia znikają, ból pozostaje.
Włosy przyklejone do czoła, deszcz i mokre listy przewozowe.
To właśnie wtedy dochodzisz do wniosku, że żyjesz na poważnie. Jak na dorosłego przystało.
Jeśli wtedy cichutko załkasz, nikt nie będzie miał Ci tego za złe.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz