68. Wale(n)tynki

To pierwsze święto zakochanych, którego nie spędzamy razem. Lubię Walentynki. Mimo, że przesłodzone, komercyjne - kogo to obchodzi, jeśli ma jeden dzień więcej w roku, w którym może świętować z ukochanym?
Ciężko mi było wstać do pracy z myślą, że dziś Go nie przytulę, nie zobaczę, nie wyszepcę, że kocham...
Walentynki są jak Wigilia. Mimo, że brak rodziny odczuwa się większość czasu, to właśnie w Wigilię boli to najbardziej. Podobnie teraz. Żyjemy ze sobą tylko weekendami i jakoś sobie radzimy, ale dzisiaj było ciężko. Musiałam postawić ścianę między świadomością a nieświadomością, żeby jakoś funkcjonować, bo poszło by lawinowo. Od samotnych Walentynek, po mijający czas i tęsknotę za dzieciństwem, kończąc na strachu o przyszłość.
Wszystko się zmieniło gdy weszłam do domu i spostrzegłam bukiet pięknych, czerwonych róż, których się kompletnie, totalnie i całkowicie nie spodziewałam. 
Byle do piątku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.