66. Cholera, zakochałam się!

♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
Nie wiedziałam, że mnie tak trafi strzała Amora.
Ale gdy dzisiaj, po kinie, siedzieliśmy w zaparowanym od oddechu samochodzie, popatrzył na mnie swoimi żółto-zielonymi oczami w TEN sposób, gładził mnie po włosach, policzkach, szyi, dłoniach, piersiach... po prostu odpłynęłam.
Jego miękkie wargi kusiły i zaczepiały moje, toczyliśmy istną walkę na pocałunki, które stawały się łapczywe, aby za chwilę być delikatne, ledwo wyczuwalne. Żadne z nas nie chciało przestać.
Wtulałam się w Jego szyję, wciągałam mile penetrujący moje nozdrza zapach, ocierałam się o szorstki, jednodniowy zarost. Palce wplatałam we włosy, obcałowywałam każdy Jego skrawek ciała, którego nie zasłaniały ubrania.
Szeptałam. Ciągle szeptałam, że kocham, że jest najwspanialszy, że tylko On się liczy, że jest lekarstwem na wszelki ból. Chciałam, aby ta chwila trwała wiecznie. Przeciągałam wyjście z samochodu i powrót do domu.
Potem milczeliśmy. Wpatrując się ze specyficzną intensywnością w swoje błyszczące oczy.
Poczułam się jak beztroska szesnastka.
No cholera, zakochałam się! Po prawie sześciu latach bycia razem, znowu, w tym samym facecie.
Tak, to możliwe. Mam motylki w brzuchu.
♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.