♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
Nie wiedziałam, że mnie tak trafi strzała Amora.
Ale
gdy dzisiaj, po kinie, siedzieliśmy w zaparowanym od oddechu
samochodzie, popatrzył na mnie swoimi żółto-zielonymi oczami w TEN
sposób, gładził mnie po włosach, policzkach, szyi, dłoniach,
piersiach... po prostu odpłynęłam.
Jego miękkie wargi kusiły i
zaczepiały moje, toczyliśmy istną walkę na pocałunki, które stawały się
łapczywe, aby za chwilę być delikatne, ledwo wyczuwalne. Żadne z nas nie
chciało przestać.
Wtulałam się w Jego szyję, wciągałam mile
penetrujący moje nozdrza zapach, ocierałam się o szorstki, jednodniowy
zarost. Palce wplatałam we włosy, obcałowywałam każdy Jego skrawek
ciała, którego nie zasłaniały ubrania.
Szeptałam. Ciągle szeptałam,
że kocham, że jest najwspanialszy, że tylko On się liczy, że jest
lekarstwem na wszelki ból. Chciałam, aby ta chwila trwała wiecznie.
Przeciągałam wyjście z samochodu i powrót do domu.
Potem milczeliśmy. Wpatrując się ze specyficzną intensywnością w swoje błyszczące oczy.
Poczułam się jak beztroska szesnastka.
No cholera, zakochałam się! Po prawie sześciu latach bycia razem, znowu, w tym samym facecie.
Tak, to możliwe. Mam motylki w brzuchu.
♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz