Nadszedł czas na małe ponoworoczne podsumowanie.
Zmieniłam się. Jestem bardziej dojrzała w swojej niedojrzałości niż przed rokiem.
Pracuję,
a co więcej, daję sobie świetnie radę. Zarabiam i chociaż nie należę do
typu ludzi-chomików, większość niemałej dwutygodniówki wydaję lekką
ręką - szanuję pieniądz. Szanuję, bo wiem ile mnie kosztowało jego
zdobycie. W tym całym wydawaniu nadal jestem altruistką i większą
przyjemność sprawia mi obdarowywanie kogoś niż siebie.
Nadal studiuję. Choć lepszym sformułowaniem było by chodzę do uczelni.
Strasznie się cieszę, że to ostatni rok i jeśli mam jakąkolwiek
motywację, żeby się w końcu wziąć za pisanie pracy licencjackiej to to,
żeby się dostać na studia magisterskie. Takie, które chcę. Nie te, które
z "braku laku" będą do przełknięcia.
Powoli odcinam pępowinę. I wciąż oddycham. Nie miotam się. Podejmuję racjonalne decyzje. Jest dobrze.
No
i najważniejsze. Po pięciu latach mój Ukochany wynajął mieszkanie.
Ciężko znosimy rozłąkę i o ile ja sobie lepiej radzę, to Jemu dość
ciężko to wychodzi. Wieloletnie co-dniowe spotkania uczyniły z nas
rozstaniowe kaleki. Widzimy się tylko w weekendy, co drugi tydzień ja
goszczę we Wrocławiu i weekend jest tylko dla nas. Każdy dzień w
tygodniu, który możemy spędzić razem jest na wagę złota. Ale radzimy
sobie. Uczymy się siebie i poznajemy. Spędzamy czas, jak nigdy nie
spędzaliśmy. Mamy swobodę w działaniu. Jest miło, uroczyście,
romantycznie i seksownie. Wyjątkowo.
I tak zupełnie przypadkiem, czasami, przechodzi mi przez myśl, aby moja sześćdziesięciokilkuletnia babcia została prababcią.
Kończąc, zdradzę, że moje postanowienie noworoczne nie różni się od zeszłorocznego. Mianowicie: w dalszym ciągu zapuszczać włosy!Najlepsze życzenia na nowy rok dla Was wszystkich! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz