Mam taką wizję.
Stoję na cmentarzu i wyję z rozpaczy. Wyrywam włosy z głowy, krzyczę, miotam się, mama nie żyje.
Mam takie myśli.
Panikuję, histeryzuję, przeklinam, wzywam Boga na pojedynek, powstrzymuję się przed podcięciem sobie gardła, tata nie żyje.
Widzę to czasami.
Mój ukochany D. nie żyje.
Mój najwspanialszy brat nie żyje.
Najmilsza mojemu sercu babcia nie żyje.
Moja śliczna kotka nie żyje.
Moja przyjaciółka nie żyje.
Moje ukochane koleżanki nie żyją.
Moi bliscy umarli.
Widzę siebie, wydającą ostatnie tchnienie. Analizującą swoje życie.
Łapczywie łapiącą oddech. Czującą palące łzy sumienia na policzkach.
Im bardziej boję się śmierci, tym częściej o niej myślę. Solę poduszki.
Jestem popierdoloną masochistką.
(Nie)Bezpieczną dla środowiska.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz