Wiem, że ostatnio smęcę tylko o jednym, ale co zrobić, jak śmierć jest wokół.
Czterdziestoczteroletni, zdrowy mężczyzna jechał na rowerze. Upadł. Nie
żyje. Dobry kolega rodziców, jeszcze z harcerstwa, w dalszym ciągu w to
nie wierzą. Znam wszystkie młodzieńcze historie z jego i rodziców
udziałem. Pogrzeb tydzień temu.
Młody, uśmiechnięty, czerpiący z życia garściami, trzydziestoletni
chłopak. Jeden z lepszych kolegów brata, na którego zawsze, w każdej
sytuacji można było liczyć. Miał jedną, najważniejszą w swoim życiu
pasję - szybkość i motocykle. Pasja, która go zabiła. Brat już nawet nie
powstrzymuje łez, a i ja nie potrafię. Chłopakowi zabrakło trzech dni
na zrealizowanie swojego planu - otwarcie swojej działalności. Dostał
dotację, wszystko było zapięte na ostatni guzik - zabrakło jednego.
Jego. Był człowiekiem, obok którego nie można było przejść obojętne.
Niedawno skończył trzydzieści lat...
Symboliczne pożegnanie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz