52. Oh Death

Mam wrażenie, że spora część Żniwiarzy wynajęła przytulny pokój w hotelu akurat tutaj, w tej małej mieścinie w której dane mi mieszkać, a co więcej, że mają ochotę przedłużyć rezerwację!
Pierwszy, wujek, bohater mojego dzieciństwa, jeszcze młody, nagle. Druga, moja ukochana prababcia, za 16 dni wybije rok, a ja mam wrażenie że otworzy drzwi jak zwykle. Niedawno, sąsiadka, najsympatyczniejsza z całego bloku. Nieświadomie puściłam Marsz Pogrzebowy w chwili, w której prawdopodobnie umierała. Później osiemnastolatek, podwórko dalej, zamordowany. Kilka dni temu inny, jego rówieśnik, powiesił się w miejscu chętnie odwiedzanym. Małe miasta mają to do siebie, że się wszystkich zna, chociażby z widzenia. Pamiętacie Pana w Kapturze, bohatera moich notek sprzed roku? Ma liczna rodzinę. Czworo rodzeństwa, bratowe, bratanice, bratanków... Najmłodszy z nich, zaledwie dwuletni, zginął tragicznie kilka dni temu. Nie mogę przestać o tym wszystkim myśleć, nie potrafię sobie poradzić. Ponoć nie powinno bać się śmierci. Dla mnie jest to jednak coś, co spędza mi sen z powiek, napełnia trwogą i przerażeniem...

Oh, Death, Oh Death, my name is Death and the end is here...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.