Siedzę na dworcu, przygotowana do podróży.
Jestem tutaj co miesiąc i
nigdy nic się nie zmienia. Zawsze otaczają mnie te same drzewa. Za mną
jest ten sam budynek z czerwonej cegły, pogryziony zębami czasu. Patrząc
w dal widzę góry po których często wędruje, nad głową śpiewają mi te
same ptaki. Ci sami ludzie są obok mnie. Jednym słowem: standard. Zawsze
tak jest, przyzwyczaiłam się.
Obracam głową w każdą stronę,
chwila... coś się jednak zmieniło! Pociąg nie nadjeżdża... Wstaje
powoli, podchodzę do rozkładu, no tak, miałam rację, spóźnia się.
Czekam
cierpliwie, w dalszym ciągu rozkoszując się pogodą i zieloną trawą.
Leniwie ziewam i co jakiś czas sunę do torowiska i patrzę w kierunku,
skąd ma przyjechać pociąg. Nie denerwuję się, przecież nie pierwszy raz
się spóźnia.
Po chwili słyszę komunikat, że dzisiaj już nie przyjedzie. Z pozytywnymi uczuciami wracam więc do domu.
...
Pojawiam
się na tym dworcu od kilku dni, a pociągu nadal nie ma. Przez obronną
tarczę, na którą składa się mniejsza, a czasami większa pewność siebie,
pozytywne myśli i spokój ducha, przebija się zastanowienie. Może fakt,
że rzuciłam niedopałek na tory spowodował opóźnienie lokomotywy? Może
dróżnik zaspał? Eee, na pewno nie.
Po prostu pociąg to pociąg. Taka jego natura, że się czasami spóźnia.
Na pewno wsiądę do wagonu i pojadę do upragnionej stacji.
Na tej, siedzieć nie mogę, jeszcze nie. Za wcześnie, żeby tu zostać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz