Nikt z moich bliskich, chyba, że o czymś nie wiem, nie został
rozstrzelony w 1940 roku w Katyniu, jednak odkąd poznałam historię
Polski, przeżywałam ów fakt strasznie, nie tylko zresztą ten. Obejrzałam
mnóstwo filmów dokumentalnych, czytałam artykuły, książki, znalezione
strzępki pamiętników, oglądałam przedmioty. Podczas tych czynności
zawsze, jednakowo odczuwałam trwogę, żal i smutek.
Wczorajsze
zdarzenie zupełnie mnie przerosła. Ogromna tragedia, w którą do teraz
nie chce się uwierzyć. Ponownie to przeklęte miejsce tak strasznie nas
doświadczyło. Kolejna czarna karta w naszej historii. 96 osób oddało
największy hołd poległym na ziemi katyńskiej - całym sobą. Śmiercią na
służbie. Ostatnio tak się czułam pięć lat temu, jak umarł Papież. Wtedy
nie mogłam opanować łez, a i wczoraj, dziś i zapewne przed najbliższy
tydzień będę mieć ściśnięte gardło... Strasznie współczuję rodzinom, nie
mogę sobie nawet wyobrazić bólu, jaki czują...
Chwała Polsce za to, że pomimo tak wielu różnic politycznych, religijnych, kulturowych
potrafi się zjednoczyć w każdej, dramatycznej dla nas sytuacji. Teraz
jesteśmy braćmi i siostrami. Szkoda, że tylko w takich chwilach...
Pomijając
żałobę i tragedię, której się nie da wyrazić słowami, żywię nadzieję,
że to może nas czegoś nauczy. Że weźmiemy wszystkie błędy przeszłości
pod uwagę i zbudujemy nowy rząd, nową, lepszą Polskę. Bo to może o to
chodziło... Komuś na Górze...
Chociaż nikt mnie nie usłyszy, składam hołd i cześć wszystkim uczestnikom katastrofy pod Smoleńskiem oraz ich rodzinom...
Vigilate itaque, quia nescitis diem neque horam...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz