Mam to szczęście, że posiadam naprawdę fajną, kochaną, ciepłą i
zwariowaną rodzinę. Łączą mnie bardzo dobre kontakty z rodzicami i
starszym bratem. Wszyscy mieszkamy i trzymamy się razem i jest mi teraz
tak cholernie trudno Wychowałam się w sporym altruizmie, wszelkie
wyjazdy planowaliśmy wspólnie, a jak ktoś z nas nie mógł udać się na
wycieczkę z pozostałymi - słychać było westchnięcia - "szkoda, że jej/go tu z nami nie ma...".
Nie dziwił mnie więc fakt, że kiedy wyjeżdżałam na wakacje z moim
chłopakiem, żałowałam, że Ich z nami nie ma, bo wtedy mogli by zobaczyć i
zwiedzić to co ja. Z biegiem czasu owe uczucie zaczęło słabnąć, boję
się jednak, że wróci, jeśli tylko udamy się chociażby na Mazury czy też
do Włoch. Staram się jak mogę wyplenić to z siebie - nie pozwala mi to w
pełni cieszyć się wyjazdem, bo w kółko myślę, że Oni też by też mogli
tu ze mną być...
Ważniejsza sprawa to wyprowadzka, która nadal
ogarnia mnie trwogą. Jestem ze swoim Jedynym prawie pięć lat, a wspólnie
spędzonych nocy jest tyle, co kot napłakał. Nadchodzi coraz to
większymi krokami czas, kiedy On zacznie wynajmować mieszkanie, a ja na
razie będę tam bywać weekendami i w wolne dni. Drobne kroczki, aby nie
skoczyć na głęboką wodę. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić sytuacji,
podczas której jestem we własnym, rodzinnym domu, gościem. Gdzie z mamą
częściej kontaktuje się przez telefon niż w cztery oczy, kiedy nie
spędzamy razem wieczorów, nie drażnimy się i nie kłócimy, nie oglądamy
wspólnie "Włatców Móch" i nie
zastanawiamy się głośno, co jutro na obiad. Nie wiem też, jak Ona sobie
poradzi. Nie wiem jak to będzie, kiedy będę przytulać swojego
rosyjskiego sierściucha tak okazyjnie, kiedy nie będę budzić się z nią
na nogach, nie będzie mi mruczeć do ucha i nie będzie mnie witać z
radością w drzwiach. To wszystko i jeszcze więcej sprawia, że nie jestem
w stanie myśleć o tym, co dzięki temu zyskam; stałą obecność
Ukochanego, wspaniałe chwile, swobodę i milion innych zalet wspólnego
mieszkania. Nie potrafię z dreszczykiem emocji i wypiekami na twarzy
planować tej chwili, bo pieprzona pępowina zaprząta mi głowę...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz