Zdecydowanie za wcześnie na buzujące hormony bo w ciąży nie jestem, więc
nijak nie potrafię znaleźć źródła mojego dziwnego zachowania. Nie
należę do ludzi szczególnie wrażliwych, nie wzruszają mnie ckliwe filmy,
swoich uczuć publicznie nie pokazuję. A tu proszę. Dławienie w gardle
staje się moim nieodłącznym towarzyszem życia.
Włączysz mi "Zieloną
Milę"? Będę ryczeć jak bóbr. Skacząc po kanałach dłużej się zatrzymasz
na "You Can Dance", w którym akurat ktoś zdobył bilet? Ściśnie mi się
gardło. Pokażesz mi "Przemarsz przedszkolaków" w moim mieście? Będę
zaciskać zęby, żeby się nie rozpłakać ze wzruszenia.
Wzruszam się praktycznie przy wszystkim, niezależnie czy to coś wielkiego jak głodujące dzieci w Afryce czy złamany paznokieć.
Kompletnie nie wiem co się ze mną dzieje i wcale mi się to nie podoba, to nie jestem (nie byłam?) ja.
Mimo
tego od środy mam zdecydowanie podwyższoną serotoninę i żyję w euforii -
z niecierpliwością nie mogę się doczekać odebrania prawa jazdy. :)
♪ Michael Jackson -They don't care about us ♪
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz