44. Ciągle w biegu

Ostatnio nie mam na nic czasu, zajęcia, kurs prawa jazdy, obowiązki, książki zajmują mi większą część dnia. Laptopa biorę z doskoku, nie czuję potrzeby siedzenia w wirtualnym świecie, mam udane prawdziwe życie. Mimo wszechogarniającej mnie radości, nie mogę się cieszyć. Nerwica lękowa Mamy daje mi w kość niesamowicie. Serce mi się kraje podczas patrzenia na Nią, posiadaczkę tak cholernie silnej osobowości, zwiniętą w kocu z oczami pełnymi łez. Moja bezsilność mnie przeraża, nie mogę zrobić nic. Nie pomagają prośby, tłumaczenia. Nic nie daje opieprz, krytyka. Przytulając ją mam wrażenie, że trzymam niewładne dziecko, które nie może wyartykułować swojego bólu, a co więcej, nic nie może na niego poradzić. Ostatnia nadzieja w psychologu.
Może to cholernie egoistyczne, ale ja już nie daje psychicznie rady.

Mam ochotę oderżnąć sobie nos - katar trwa już, bagatela, cztery miesiące i końca nie widać. Łykam tabletki, robię inhalację, psikam kroplami, nic. Od wczoraj niucham miętową tabakę, bo ktoś poradził, że to może pomóc. Jak ząb boli, to się go wyrywa, prawda?

Cholernie zazdroszczę Martynie Wojciechowskiej. Ona spełnia moje marzenia ale i tak ciągle mam nadzieję, że i mi się kiedyś uda wyjechać, zobaczyć świat i to spisać, tak po prostu.

Do tego mnóstwo roboty na uczelni, kocham literaturę, ale wybaczcie, nie wzruszam się czytając "Pana Tadeusza." Pomysł na pracę licencjacką? Kobiety. W literaturze. Tak czy siak, wszystko się może jeszcze zmienić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.