2009 rok odcinam grubą kreską. Jak gdyby nigdy go nie było. Nie było.
Obudziłam
się z długiego snu, z letargu. Mam odrętwiałe nogi i palce - je zdołam
rozruszać. Mam głowę wypełnioną wspomnieniami mnie samej, które w ogóle
do mnie nie pasują - je zdołam zepchnąć w najbardziej oddalony kąt
umysłu. Mam poczucie, że narobiłam wiele głupstw i błędów - na nich mogę
tylko uczyć. Siebie.
Nie mogę sobie przypomnieć jak wyglądała moja
twarz. Wiem jak wygląda teraz. Całkiem normalnie. Żadnych śladów bitwy.
Żadnych nowych blizn, a przecież lustro nie kłamie.
Zastanawiam się
czy sobie wybaczę, czy mogę, czy powinnam. Wydaje mi się, że jestem w
stanie to zrobić. Nie wiem jednak czy mam do tego prawo.
Nigdy nie
będę w stanie odwdzięczyć się Jemu. Był zawsze, w każdej chwili mojej
okrutności. Dał mi siłę do poprawy. Dał mi więcej miłości niż
oczekiwałam. Chociaż nigdy na to nie zasługiwałam... Nawet sobie nie
zdaje sprawy z tego jak ważną rolę odegrał w tym wszystkim. O ile
szczęście, los, pozwoli, nigdy się tego nie dowie.
Czuję, jakbym przeżywała drugą, tą miłosną, rozkwitającą, młodość. Lżej mi na sercu, o wiele lżej.
Teraz naprawdę wierzę, że wszystko będzie dobrze. Przecież pierwsza prawdziwa miłość nigdy nie mija...
Nie
pragnę, żeby Nowy Rok był lepszy od starego, niech tylko nie będzie
gorszy. Plany na najbliższą przyszłość zajmują mi głowę; zdać egzamin na
prawo jazdy, znaleźć się na czwartym semestrze, zaplanować ferie, a co
ważniejsze, nie zaniedbywać bloga. ;]
Szczęśliwego Nowego Roku życzę!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz