Z jednej w drugą. Mój stan jest beznadziejny i mimo moich usilnych
starań zmienić tego nie potrafię. A może wcale się nie staram. Może tak
mi wygodniej. Dostaję szczękościsku na widok ukochanej osoby, jad się
leje strumieniami, aż sama sobie dziwię, że jestem w stanie tyle
złośliwych tekstów na poczekaniu wymyślić. Brawo. Przyczyna leży w mojej
wyimaginowanej główce zapewne, jak zawsze, jak zwykle. Kop by się
porządny przydał, bo trzyletnia z hakiem rutyna daje w kość. Dziwne, że
tylko mi. Zastanawiający jest jednak czas w jakim mnie to złapało. Nagle
i ni z tego ni z owego. Huśtawki nastroju straszne, a tłumaczenie,
że kobiety już tak mają są bezcelowe i stereotypowe. I to nie jest ani
babska sprawa potocznie zwana okresem ani przesilenie wiosenne bądź
zafascynowanie kimś innym.
Więc co jest do cholery?!
A tym
bardziej dziwniejsze jest to, że moja chora agresja jest tylko do tej
jednej, bezbronnej, spokojnej, cierpliwej, wyrozumiałej, kochanej osoby.
A ona jedna pociąga za sobą następne.
Na zakończenie, chciałoby się powiedzieć: "Uspokój się wredna suko, bo się obudzisz z ręką w nocniku!".
I go stracisz.
Amen.
Czas przestać oszukiwać wszystkich wokół i wrócić do blondu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz