Po co mam truć swój organizm, otoczenie, po co mam się wyżywać na Boga
ducha winnej ścianie czy kopać coś, co oddać mi nie może. Lepiej na
głęboką wodę, tutaj jest o tyle fajniej, że możecie mi nabluzgać
anonimowo, co było by świetnym zakończeniem skończonego już dnia.
Ciężko
mi przyznać, krztuszę się, charczę, słowa nie chciały przez gardło
przejść, ale je zmusiłam. Z walki wyszłam zwycięsko, z jedną więcej
szramą na ciele, która już i tak mi różnicy nie robi. Mam o sobie
wysokie mniemanie, jestem wobec siebie krytyczna i wymagająca, myślałam,
że się czymś jednak wyróżniam od manekinów bez twarzy, tak samo
ubranych, zachowujących się. Do dziś plułam na ich widok, szydziłam z
owczego pędu, ale jak mogę robić to dalej, skoro niczym się nie różnimy?
Manekiny mymi siostrami. Mymi braćmi. Nie rozumiałam dlaczego kobiety
takie są, słabe, bez siły, beznadziejne. Teraz doskonale sobie zdaję
sprawę, że nigdy inaczej nie będzie. Ja inna też nie będę - dość
oszukiwania siebie samej. Nie będę inna, jestem jedną z wielu. Nie
jestem jednostką. Jestem zbiorowością.
Mężczyźni, marni producenci
plemników, zawsze będą rządzić tym światem. I tego nic nie zmieni. To
kolejny dowód na to, że Bóg to mężczyzna. A gdyby było inaczej było by
tak pięknie...
Petrarca już dawno, cholernie dawno temu wiedział, że
to jedna wielka batalia. Niszcząca. A ja dowiaduję się dopiero od
niedawna, że ta fajna miłość, ta szczęśliwa, też boli.
A ja? "Najwyraźniej nie mogę kochać, bo słaba jestem wtedy."
♪ Girl, tell me what's wrong
Are those tears in your eyes
What's going on between us...
Nie,
nie ściągnę pentagramu, nawet na wizycie, tej jakże miłej i
sympatycznej, bo duszpasterskiej, z przyjemnością będę gościć księdza, z
największą rozkoszą wręczę mu białą kopertę, która mi przypomina
łapówkarstwo z telewizji...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz