Moje niebo jest zielone, drzewa rażą czerwienią.
Widzę długie nogi,
burzę złotych loków, uśmiechy w grymasie wykrzywione. Istoty tak
indywidualne, że aż takie same. Maszeruję, marznę w stopy, ręce, głowę.
Na siłę wciskam rękawiczki bez palców, usilnie stawiam kołnierz, chodnik
stał się ruchomy, glany są niezniszczalne. Gorąca czekolada z
uczelnianego automatu jest mą siostrą, rozgrzewa, smakuje, pachnie.
Nastraja pozytywnie i nawet podniebienie przestaje swędzieć.
Zmęczenie,
monotonia, nawał pracy, za dwa dni na trzy dni znikną sińce pod oczami.
Powieki przestaną ciążyć, mocne nuty przestaną brzmieć w słuchawkach.
A potem znowu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz