Lubię swoje życie. Uwielbiam miasto, w którym mieszkam - niewielkie, otoczone górami, gdzie po godzinach szczytowych na ulicach jest niewielu ludzi. Wszyscy się tu znają, cokolwiek łatwo załatwić, tu mam swoją najbliższą rodzinę, ukochaną kotkę i pracę. Pracę, która wychodzi mi już bokiem.
Wykonywanie stricte męskiego zawodu dotychczas napawało mnie dumą i samozadowoleniem. Radzę sobie przecież niezgorzej niż niejeden mężczyzna, a w porównaniu ze znaczną częścią, nawet lepiej. Jestem dobra w tym co robię, ludzie mnie chwalą i są ze mnie zadowoleni.
Czuję jednak, że to nie to, co chciałabym w życiu robić. Tę pracę od początku traktowałam jako tymczasową, chwilową i nawet się nie obejrzałam jak minęły mi trzy lata ciężkiej harówki.
Uwielbiałam swoją pracę, ale czuję się już zmęczona. Wypalona.
Brakuje mi kobiecych ubrań, które mogłabym zakładać, pomalowanych paznokci, pierścionków na palcach i dobrej fryzury. W zamian mam uniform, brudne ręce i spoconą twarz.
Widzę mnóstwo plusów swojej pracy i tyleż samo minusów.
Korci mnie jednak na spróbowanie czegoś nowego.
Na zasmakowanie życia w dużym mieście.
Na nową pracę.
Na nowe otoczenie.
Na życie w miejscu, w którym są moi przyjaciele.
Na studia magisterskie.
Jednak nie byłabym sobą, gdybym nie miała wątpliwości.
Co jeśli nie znajdę nowej pracy? To mnie martwi najbardziej. Dookoła kryzys, bezrobocie, a ja chcę zmienić pracę. Nie jestem przekonana czy to dobry pomysł...
Co jeśli tęsknota za rodziną będzie zbyt duża?
Co jeśli życie w dużym mieście mi się nie spodoba?
Kolejny raz jestem na rozdrożu, znowu tym samym. Od tylu lat. I ciągle nie wiem co zrobić, którędy pójść...
Poszukaj najpierw pracy i nie rób nic pochopnie. A jeżeli chodzi o zmianę miejsca to nie powinnaś się tym martwić. Ja przeprowadziłam się z dużego miasta, na wieś i nadal tęsknię za dawnym miejscem zamieszkania ale już się przyzwyczaiłam. Tak samo będzie na odwrót. Z początku będziesz czuła się dziko, będziesz zagubiona ale w końcu się przyzwyczaisz, zobaczysz plusy mieszkania w wielkim mieście i będziesz czerpała z tego korzyści. Z rodziną nikt nie zabroni Ci się spotykać, więc o to też się nie martw. Po prostu zawsze trzeba zrobić ten pierwszy krok! :) Pozdrawiam :*
OdpowiedzUsuńNie przekonasz się jak nie zaryzykujesz. Zawsze przecież możesz szukać pracę mając tą obecną. :)
OdpowiedzUsuńa gdzie w ogóle pracujesz? ;)
OdpowiedzUsuńjeśli nie spróbujesz to się nie dowiesz. a lepiej przecież żałować czegoś co się zrobiło niż czegoś, czego się nigdy nie spróbowało...
// nie dziękuję, przyda się ;)
Wyznaję tą zasadę od lat, ale czasami o niej zapominam... :)
UsuńJestem kurierem w DHL. :)
Zmienić środowisko jest dobrze, ale będzie Ciebie ciągnęło do rodzinnego miasta:)
OdpowiedzUsuńGdziekolwiek jestem, to mnie ciągnie do rodzinnego miasta. :) Choroba taka. :)
UsuńJa na twoim miejscu rozejrzałabym się za jakąś pracą, jeśli coś by się znalazło to dopiero wtedy działałabym coś w tą stronę? :)
OdpowiedzUsuńChyba tak zrobię. Tzn. najpierw złożę papiery na studia, potem poszukam pracy na równi z mieszkaniem. Brzmi chyba sensownie? ;)
UsuńZazdroszczę Ci gór. ja teoretycznie mam niedaleko, bo ok 100 km, ale też chcialabym mieszkac w poblizu :D
OdpowiedzUsuńW kazdej pracy w koncu jest wypalenie. problem ten trzeba rozwiazac...
Właśnie. Ja też kocham góry i życia sobie bez nich nie wyobrażam, a chcę się wyprowadzić do Wrocka, gdzie gór nie ma. :(
UsuńWięc też 100 km, tylko w drugą stronę. :)
Nie mam konta na lubimyczytac, nie przekonalam sie do tego portalu.
UsuńJa rozmawiałam ze swoja nauczycielka na temat wypalenia zawodowego ... bo tez "pracowalam", sukcesy byly a potem minelo mi to ... i wlasnie ona mowila ,ze to normalne i albo mija albo faktycznie prace trzeba zmienic.
U mnie wypalenie jest związane z kilkoma czynnikami na które nie mam wpływu, typu zmiana kierownika w terminalu itp. Ponadto czuję już fizyczne zmęczenie dźwigając paczki. :)
UsuńOstatnia sprawa, to może wyższe ambicje. Nie po to studiowałam (i będę studiować), dokształcam się, żeby pracować w kurierce. :)
Jeszcze nie zaczęłam swojej drogi związanej z szukaniem pracy itp. Ty jesteś już na wysokim szczeblu swoich pragnień i jeśli tylko czujesz się pewnie, nie bój się skakać po tej drabinie. Chyba jest solidna co? Trzymam za Ciebie kciuki i mam nadzieję, że dokonasz właściwego wyboru. Najlepszego dla CIEBIE.
OdpowiedzUsuńjeśli kolejny raz trafiasz na to samo rozdroże, to oznacza że poprzednim razem nie podjęłaś dobrej decyzji. innymi słowy- nie wybrałaś drogi, która przyniosłaby satysfakcję lub chociaż złagodziła głód czegoś nowego.
OdpowiedzUsuńzaryzykuj!
Nie pomyślałam o tym w ten sposób.
UsuńDzięki! :)
W sumie temat mam dla mnie miły i przyjemny. Ale piszę pod prodziekanem. Gościu wymyślił, że będziemy pisać ESEJ, nie pracę licencjacką. I nie bardzo wiem, na ile on to stron widzi. 5? 20? Najkrótsze PRACE u niego miały 10 stron w poprzednich latach. Dlatego tak się wkręcam, zresztą ja też panikuję bez powodu:)
OdpowiedzUsuńZ opisu wychodzi, że mieszkasz w bardzo przyjemnym terenie;) Może zacznij szukać innej pracy, nie rezygnując jeszcze z tej? Wracając na to samo miejsce dostajesz od życia drugą szansę podjęcia nowego wyzwania. Czasami warto przełamać strach i wyrwać życiu to, co może Ci dać:)
Rozejrzyj się najpierw za czymś co Cię interesuje, co warte jest zachodu. Jeśli coś znajdziesz.. to znak, że warto te zmiany wprowadzić w życie :)
OdpowiedzUsuńTeoretycznie nie masz nic do stracenia, prawda? :)
Trzymam kciuki! :)