Pewnego bardzo zimnego poranka obudziłam się z szeroko otwartymi oczami.
Boleśnie odczułam życie, a jeszcze boleśniej skutki swojej dennej, karygodnej, egoistycznej decyzji.
Jestem tchórzem. Jestem zasranym tchórzem i bałam się czerpać z życia
garściami, usprawiedliwiając się lokalnym patriotyzmem, miłością do
rodzinnego miasta i, o ironio!, do pracy!
Zła, głupia, głupia, głupia!
Żałuję swojej decyzji. Wykonanie jednego malutkiego kroku nie wymagało
ode mnie wiele wysiłku, tylko, że ja widziałam wpadanie w przepaść -
baśniową i piękną, ale nadal przepaść. Czułam się jak pięciolatka
trzymająca rodziców kurczowo za dłonie.
Zła, głupia, głupia, głupia!
Mam tylko nadzieję. Wielką nadzieję z którą zasypiam. Nadzieję, w którą wierzę, że jeszcze nie wszystko stracone.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz