Nigdy nie lubiłam dużych miast. Dlatego, że są duże i nigdy nie
umierają. Są głośne i obce. Karmią fałszywym ciepłem z kolorowych
świateł i neonów. Jakakolwiek natura rozdzielająca dwie ruchliwe ulice
przywołuje mi na myśl widok sztucznych nagrobnych kwiatków. Ciągły
pośpiech - gdzie nie spojrzysz. Tramwaje, autobusy, samochody, ludzie.
Wszyscy są spóźnieni i boją się ludzi będących w jakimś stopniu ponad
to.
Wrocław jest piękny, bo jest. Ale duży.
Nie ma uroku małego miasta, sennego, leniwego, nadzwyczajnego. Nie ma
tam ogromu śniegu na chodnikach, ulicach tak jak w tym nudnym
miasteczku. Idąc w deszcze liści nie jesteś sam, masz wokół miliony
obcych ludzi.
Nie możesz w dziesięć minut znaleźć się poza miastem, zupełnie sam,
otoczony trawą, drzewami, ptakami, gospodarnymi zwierzętami. Nie możesz
podkulić nóg na pagórku i przygryzać długopisu zastanawiając się nad
każdym napisanym słowem.
Jestem antymetropolitarna. Nie potrafię żyć w dużym mieście, nigdy tego nie chciałam.
Ale co zrobić, skoro On tam emigruje? Co zrobić, skoro ja za rok
rozpoczynam walkę o tytuł magistra? Skoro wynajął duże, wygodne, piękne
mieszkanie na Ślicznej? Skoro rozpoczyna studia magisterskie? Skoro
prosi, abym przez pierwszy weekend Jego (powinnam napisać naszego) całkiem nowego życia była przy nim?
Nie mogę i nie chcę odmówić. Jedyną sposobnością spotkań będą podróże tam i z powrotem.
Zauważam plusy.
W końcu, po pięciu latach pożycia pozamałżeńskiego, możemy mieszkać
razem. Cieszyć się wspólnymi posiłkami, piciem kawy, herbaty. Wspólnymi
nocami. Będzie tak jak my chcemy, nie ktoś. Władcy w nieswoim,
wynajmowanym mieszkaniu.
Pociąg, bo pomijając jego opieszałość i długi czas dojazdu, ma ogromny
klimat jak żaden inny środek transportu. Nie miałam okazji jeździć
często pociągiem. Nadrobię więc wszystkie stracone, nieświadome lata. I
zaoszczędzę na kolosalnie drogim paliwie.
Większe możliwości. Co tu dużo i ze smutkiem mówić.
Wierzę w Niego, że pod moją nieobecność da sobie sam radę. Zastanawiam
się tylko czy ja dam? Przyzwyczajona do codziennych spotkań,
przypadkowych spotkań, byciem na każde zawołanie.
Nie jestem fanką tęsknoty, która rzadko mi doskwierała. Nie jestem nauczona tęsknić za Nim.
Nasze życie diametralnie się zmienia. A ja, zastraszona faktem dorosłości, wmawiam sobie, że to tylko sto kilometrów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz